Gorzowianie nie upilnowali rywala w polu karnym, obrońcy GKS Katowice złożyli się na prezent dla Adama Czerkasa. - I wyszło na remis, który z zadowoleniem zabieramy do domu - powiedział nasz kapitan Artur Andruszczak.
Dla Artura Andruszczaka wyjazd do Katowic był czymś szczególnym. Przecież właśnie w GKS przez sześć sezonów rozegrał ponad 100 meczów w ekstraklasie. Kibice mu tego nie zapomnieli. W trakcie sobotniego pojedynku kilka razy wiwatowali na jego cześć. Głównie po przerwie, bo wcześniej jak to ostatnio na polskich stadionach, fani znów milczeli, czyli protestowali. W drugiej połowie "Andruta" nie było już na boisku. Wytrwał tylko pół godziny, schodził gdy przegrywaliśmy 0:1. - Nie chciałem dłużej osłabiać zespołu - opowiadał kapitan GKP. - Coś strzeliło mi w kostce na rozgrzewce, pewnie jakieś więzadło. Spróbowałem zagrać przez pół godziny, ale nie dałem rady. Koledzy muszą powalczyć o dobry wynik beze mnie.
Gorzowianie radzili sobie zupełnie przyzwoicie, nie pozwalali gospodarzom na tworzenie dogodnych okazji. Aż do 13. min. Wtedy w sobotnim meczu rozpoczęło się rozdawanie prezentów. Po rzucie rożnym dla GKP piłka spada na głowę Gabriela Nowaka (zaspał Grzegorz Wan), jeszcze odbija się od Pawła Wojciechowskiego i wpada do naszej bramki. - Muszę też docenić Grześka Goncerza, który ładnie dośrodkował - opowiadał strzelec gola. - To prawda, że również miałem sporo czasu i miejsca, a także trochę szczęścia, aby dać mojej drużynie prowadzenie.
Gospodarze nie byli nam dłużni w 38. min. Obrońcy GKS zabawili się piłką przed swoją bramką, aż w końcu przechwycił ją Adam Czerkas. W iście sprinterskim tempie przebiegł kilkanaście metrów i wyrównał stan spotkania. To była znakomita odpowiedź człowieka z gorzowskiego ataku na ostatnią krytykę. Kibice już zaczynali sobie kpić, że aby zobaczyć gola napastnika GKP trzeba będzie jechać na mecz ekstraklasy (w piątek swoje zdobycze w elicie otworzył były nasz zawodnik, grający obecnie w Zagłębiu Lubin Mouhamadou Traore). - W pierwszej połowie straciliśmy bezsensownego gola, ale mieliśmy też przewagę i szansę, aby zabrać do domu komplet punktów - komentował gorzowski trener Adam Topolski. - Świetna okazja Mateusza Piątkowskiego po podaniu Czerkasa, w innej akcji minimalnie spóźniony ten drugi po zagraniu Łukasza Maliszewskiego, słupek po strzale Wana. Gospodarze, choć przez pewien czas prowadzili, mieli szczęście, że uratowali remis. Nam ten wynik odpowiada, nie przegrywamy następny raz na wyjeździe, jesteśmy w czołówce. Koniecznie zachowajmy ten styl do końca jesieni.
W drugiej połowie za podział punktów dziękowali już gorzowianie. Co prawda GKS nie miał klarownych, stuprocentowych okazji, ale cały czas napierał, osiągnął wyraźniejszą przewagę. Trener Topolski kilka razy od nowa ustawiał swój zespół. Przed meczem (wypadł mu za nadmiar kartek syn Dawid Topolski), po zejściu Andruszczaka (jego miejsce na prawej pomocy zajął Paweł Kaczorowski, z ławki na środek obrony wszedł Paweł Grocholski, na lewą stronę powędrował Wojciechowski, a opaska kapitańska trafiła do Macieja Truszczyńskiego) i pod koniec spotkania - nowa dwójka napastników Frederico Moojen z Sebastianem Janusińskim starała się, ale specjalnego zagrożenia już nie stworzyła. Po przerwie przede wszystkim kolekcjonowaliśmy żółte kartoniki (cztery kary, jedna z nich dla Moojena za dyskusje z sędzią). Przekraczaliśmy przepisy, aby w zarodku przerwać groźne ataki GKS. Gospodarze próbowali strzelać z daleka - najlepsze uderzenie Bartosza Iwana wybił na róg kolejny raz dobrze spisujący się Sławomir Janicki. W końcówce rezerwowy Grażwidas Mikulenas, kilkanaście sekund po wejściu na boisko, strzelał głową. Znów nasz bramkarz był na posterunku. - Remis na wyjeździe to przyzwoity wynik, dlatego wracamy do Gorzowa w dobrych humorach - zakończył kapitan Andruszczak. - My mieliśmy swoje okazje, GKS był bliżej zwycięskiego gola po przerwie, podział jest więc sprawiedliwy. Teraz myślimy o następnym spotkaniu w domu, a osobiście mam nadzieję, że kontuzja nie jest zbyt poważna i nie czeka mnie jakaś długa pauza.
W najbliższą środę zespół GKP odrobi zaległości z 12. kolejki. O godz. 15 na stadionie przy Olimpijskiej zagramy z Wisłą Płock.
GKS KATOWICE - GKP GORZÓW 1:1 (1:1)
BRAMKI: Nowak (13.) - Czerkas (38.)
GKS: Gorczyca - Sroka, Kamiński, Napierała, Niechciał - Goncerz (67. min Pytlarz), Nowak, Cholerzyński Ż, Plewnia (79. min Ulaszewski) - Iwan, Kaliciak (85. min Mikulenas).
GKP: Janicki - Truszczyński Ż, Jakosz Ż, Wojciechowski, Kaczorowski - Andruszczak (32. min Grocholski), Maliszewski, Kaczmarczyk, Wan Ż - Piątkowski (60. min Moojen Ż), Czerkas (79. min Janusiński).
WYNIKI Z 13. KOLEJKI:
GKS Katowice - GKP Gorzów 1:1, Stal Stalowa Wola - Górnik Zabrze 1:3, Warta Poznań - Pogoń Szczecin 1:2, Dolcan Ząbki - MKS Kluczbork 1:1, KSZO Ostrowiec - Flota Świnoujście 2:0, Wisła Płock - Podbeskidzie Bielsko-Biała 1:1, Górnik Łęczna - Motor Lublin 3:0. Widzew Łódź zagra z Sandecją Nowy Sącz w poniedziałek, a ŁKS Łódź ze Zniczem Pruszków we wtorek.
I LIGA PIŁKARSKA
1. Górnik Zabrze 13 29 17:8
2. Widzew Łódź 11 24 13:4
3. Pogoń Szczecin 13 22 20:12
4. Dolcan Ząbki 13 21 18:12
5. GKP Gorzów 12 19 12:10
6. Warta Poznań 13 19 24:15
7. KSZO Ostrowiec 12 19 13:15
8. Flota Świnoujście 12 19 13:10
9. GKS Katowice 12 17 18:16
10. Górnik Łęczna 13 17 16:18
11. Podbeskidzie Bielsko 13 15 19:18
12. Sandecja Nowy Sącz 12 15 18:18
13. ŁKS Łódź 11 14 11:15
14. Wisła Płock 12 12 14:17
15. Znicz Pruszków 11 12 10:12
16. MKS Kluczbork 12 8 10:19
17. Motor Lublin 13 7 7:22
18. Stal Stalowa Wola 12 6 8:20
Pierwsza i druga drużyna awansują do ekstraklasy, a cztery ostatnie zespoły spadną do II ligi.
|