To jest skandal. Okradli nas! - grzmiał po meczu z Wisłą Płock (1:1) trener GKP Adam Topolski. Poszło o decyzję sędziego, który w końcówce meczu gwizdnął wątpliwego karnego dla rywali. Wątpliwości miał nawet sam obserwator PZPN
Na zegarze była 89. min. Na jeden z ostatnich desperackich ataków zdecydowali się piłkarze Wisły. Przegrywali 0:1. W pole karne gorzowian powędrowała wysoka centra. Do piłki dopadł Kamil Gęśla i uderzył głową. Pewnie obronił ten strzał Sławomir Janicki. W tym momencie sędzia Piotr Wasilewski z Kalisza pokazał na punkt oddalony od bramki o 11 m. Nikt nie wiedział, o co poszło (gola z karnego zdobył pewnym strzałem obok słupka Bartłomiej Sielewski). - To była moja decyzja. Wszystko dokładnie widziałem, zawodnik gospodarzy [Paweł Grocholski - przyp. red.] pociągnął za koszulkę rywala - tłumaczył później obserwatorowi sędzia główny. Z szerokim uśmiechem na ustach, pewny siebie.
Ale przedstawiciele związku nie dali mu wiary. Po meczu oglądali nagranie z kamery i łapali się za głowy. - Raczej nie było karnego - przyznał obserwator PZPN Roman Kostrzewski z Bydgoszczy. - Wyniku anulować nie możemy. Ale na pewno będę wnioskował o anulowanie czerwonej kartki dla Grocholskiego - podkreślał związkowy delegat Jan Rusin. Działacze z Gorzowa zapowiedzieli, że wyślą do PZPN płytę z nagraniem tej sytuacji. Też będą wnioskować o anulowanie kartki.
Wściekły był trener Adam Topolski. Po spotkaniu wbiegł do pomieszczenia dla sędziów i wyraźnie powiedział im, co o całej sytuacji myśli. Nie ochłonął jeszcze długo po konferencji prasowej. - Ewidentnie sędzia wypaczył wynik spotkania. To był karny z kapelusza. Nie było żadnego ciągnięcia za koszulkę przez mojego obrońcę, to Gęśla go trzymał. Tak mi powiedział Grocholski. Potwierdziło się, że sędziowie są w polskiej lidze fatalni. Są zupełnie nieprzygotowani do tej roboty. Muszą nam podyktować sfingowanego karnego, abyśmy wreszcie stracili u siebie bramkę w lidze - przyznał "Gazecie" szkoleniowiec GKP.
Ale trzeba uczciwie przyznać, że gorzowianie sami są sobie winni. Wcześniej obstrzelali bramkę Wisły Płock na wszystkie możliwe sposoby. I udało im się zdobyć tylko jednego gola. Wystarczyło na to ledwie 80 sekund meczu. Ze swojej połowy piłkę wybijali nasi obrońcy. Próbował przejmować ją Frederico Moojen, ale z tej próby przyjęcia, wyszło naprawdę niezłe dogranie do Grzegorza Wana. Pomocnik GKP wbiegł na pełnym gazie w pole karne Wisły i uderzył przy słupku bramki Artura Melona.
Mecz ułożył się świetnie. Gdyby nie nonszalancja napastników, gorzowianie wzięliby pewnie srogi rewanż za koszmarną porażkę z Wisłą z poprzedniego sezonu (równo rok temu przegrali u siebie 0:5). I nawet karny w ostatniej minucie, nie zabrałby im dwóch punktów.
Minęły dwie minuty po golu Wana i pierwszą wyborną szansę miał Adam Czerkas, który w tym meczu miał nie zagrać wcale, bo bolało go udo (na spotkanie nie zdołał się za to wykurować kapitan Artur Andruszczak). W 7. min znów Czerkas, po świetnym dograniu Krzysztofa Kaczmarczyka, uderzał głową . Trafił prosto w Melona. Okazję do kolejnej poprawki miał w 16. min. Tym razem nie trafił nawet w bramkarza gości.
Oblężenie bramki Wisły trwało także po przerwie. Od początku drugiej połowy Czerkasa zmienił Mateusz Piątkowski. I od tego czasu to on specjalizował się w gorzowskiej drużynie w pudłowaniu na zamówienie. "Piątek" zmarnował w środę dwie bardzo dobre okazje. W sytuacjach nie do zmarnowania, goli nie strzelili także Kaczmarczyk, z najbliższej odległości Grzegorz Jakosz i Wan.
- Przeciwnik pozwolił nam na bardzo wiele. Mieliśmy dużo miejsca, mieliśmy mnóstwo okazji. Nasza indolencja strzelecka była nie do pomyślenia. Sam przyłożyłem się do tej straty punktów. Nie wiem co się dzieje. Bramka rywali jest dla mnie jak zaczarowana - bił się w pierś Mateusz Piątkowski.
Także goście mieli swoją superszansę. W 27. min Gęśla trafił z 3 m wprost w Janickiego. Trener Dariusz Kubicki nie miał jednak pretensji do swoich piłkarzy. - Walczyli przez 90 minut o uratowanie punktu. Za to im chwała, choć mieliśmy chrapkę na zwycięstwo w Gorzowie. Jednak początek nas dobił. Ale cieszę się, że podnieśliśmy rękawicę po takim ciosie - docenił Kubicki.
GKP GORZÓW - WISŁA PŁOCK 1:1 (1:0)
BRAMKI: Wan (2.) - Sielewski (90. - karny)
GKP: Janicki - Wojciechowski, Grocholski Cz, Jakosz, Topolski - Kaczorowski (63. min Janusiński), Kaczmarczyk, Maliszewski, Wan - Moojen (80. min Ilków-Gołąb), Czerkas (46. min Piątkowski).
Wisła: Melon - Chwastek, Wyczałkowski, Pacan Ż, Grzelak (63. min Lasocki)- Grudzień (46. min Majewski), Sielewski, Masłowski, Wyszogrodzki - Gęśla, Koczon (70. min Wiśniewski).
I LIGA PIŁKARSKA
1. Górnik Zabrze 13 29 17:8
2. Widzew Łódź 12 27 14:4
3. Pogoń Szczecin 13 22 20:12
4. Dolcan Ząbki 13 21 18:12
5. GKP Gorzów 13 20 13:11
6. Warta Poznań 13 19 24:15
7. KSZO Ostrowiec 12 19 13:15
8. Flota Świnoujście 12 19 13:10
9. GKS Katowice 12 17 18:16
10. ŁKS Łódź 12 17 14:15
11. Górnik Łęczna 13 17 16:18
12. Podbeskidzie Bielsko 13 15 19:18
13. Sandecja Nowy Sącz 13 15 18:19
14. Wisła Płock 13 13 15:18
15. Znicz Pruszków 12 12 10:15
16. MKS Kluczbork 12 8 10:19
17. Motor Lublin 13 7 7:22
18. Stal Stalowa Wola 12 6 8:20
Pierwsza i druga drużyna awansują do ekstraklasy, a cztery ostatnie zespoły spadną do II ligi.
|